piątek, 27 lipca 2012

Rozdział 5

Na wstępie chcę powiedzieć, że cieszę się, że mam czytelniczki i podoba wam się to, co piszę :) W miarę możliwości dzielcie się adresem mojego bloga z innymi i zachęcam do reklamowania się u mnie w komentarzach :)
PS. Macie dłuższy rozdział :D



-To był bardzo udany mecz. - Z uśmiechem stwierdziła Joy.
-Ciekawe czy byłoby ci tak do śmiechu, gdybyś przegrała. - Ironizował Holden.
-Oj, nie smuć się. To nie wstyd przegrać z dziewczyną. - Lubiła się z nim droczyć. Leżała natrawiastym korcie, zmęczona i szczęśliwa. Miała głowę na jego piersi, obejmował czule jej ciało ramieniem. -Chcesz, to ci to jakoś wynagrodzę.
-Pewnie, że chcę. -Usiedli i patrzyli sobie w oczy. Pocałował ją namiętnie. Odwzajemniła to. Oderwał swoje wargi od jej warg. Zamknęła oczy i poczuła jego miękkie usta na swojej szyi, coraz niżej a później coraz wyżej, aż wrócił do ust.
-Już dawno mi się podobałaś Joy. Proszę, tylko nie mów, że ja tobie nie. Nie zniósłbym tego.
-Nie powiem, bo tak nie jest. Co mam zrobić, żeby ci to udowodnić?
-Bądź moją dziewczyną, Joy. -Wyszeptał. Słowa odbijały się w jej głowie echem. -Nic więcej nie pragnę. Pocałowała go czule ale i zachłannie. Zrozumiał to słusznie jako 'tak'. Leżeli na trawie, obejmując się i rozmawiając. Świeżo skoszona, równiutka trawa pachniała wiosną. Promyki słońca oblewały ich twarze. Ale nie obchodziło ich to. Liczyli się tylko oni.




Spojrzenia wszystkich były skierowane na nich. Holden Schmidt i Joy Deaver weszli do szkoły. Jako para.
Sam Gordon szturchał chłopaka po ramieniu mówiąc 'gratulacje stary'. David Pence patrzył na niego z uznaniem opierając się o szafki.  Zza kolumny ulotnie spojrzał na nich Charles, udając, że go to nie obchodzi, przestając na chwilę rozmawiać z jakąś panienką.
Joy czuła się skrępowana wzrokiem wszystkich uczniów spoczywających na nich. W przeciwieństwie do Holdena, który czuł się jak ryba w wodzie. Przemknęło jej przez myśl, że się całkowicie różnią, ale odsunęła od siebie tę myśl. Chłopak zauważył, że coś ją trapi. Przystanęli.
-Tu jest moja szafka. Dzięki za odprowadzenie.
-Okej. Coś się stało?
-Nic.
-Joy, widzę, że coś jest na rzeczy. Mów.
-Jest w porządku. Słuchaj, za 9 dni mam zawody mieszane, muszę znaleźć partnera. Czy... -Przerwał jej.
-Już znalazłaś. Nie martw się. -Pocałował ją. -Przyjadę po ciebie o 19, pojedziemy nad jezioro, ok?
Nie zdążyła odpowiedzieć, już go nie było. Nie lubiła tego, że nie czekał na odpowiedź, jakby nie można mu było odmówić. Byli ze sobą tydzień. Joy świetnie się bawiła z Holdenem, ale po wspólnym meczu mało czasu spędzali sam na sam.

Impreza trwała w najlepsze. Jak zwykle społeczność podzieliła się na grupki. Tyle, że Joy była tym razem w otoczeniu samych popularnych osób, oczywiście tenisistów. Zauważyła, że nie ma Elizabeth, Jessie ani nawet Keesh. Mało czasu im poświęcała odkąd była z Holdenem. "A właśnie, gdzie on się podziewa?"- zapytała się choć podświadomie znała odpowiedź. Jej chłopak bawił się z ludźmi ze szkoły. Pił w najlepsze, nie martwiąc się o nic.
Wstała i skierowała się w stronę drogi powrotnej. Po jakimś czasie była już daleko od jeziora. Usłyszała dźwięk pędzącego samochodu, odwróciła się. Rozpoznała sportowy wóz Holdena i przyśpieszyła kroku. Nie chciała z nim teraz rozmawiać, tym bardziej, że był pijany. I prowadził. Dotarło to do niej po paru sekundach.
Jej myśli przerwał huk i trzask. Czerwone auto z impetem uderzyło w drzewo, które zawaliło się na nie. Ruszyła pędem w jego stronę, dzwoniąc po karetkę.

niedziela, 15 lipca 2012

Rozdział 4


Leżała na plecach i wpatrywała się w niebo, torpedowana pytaniami Keesh, Betsy i Lakeeshy. Przekrzykiwały się głośno i nie dawały sobie nawzajem dojść do słowa.
- Co mówił? W co był ubrany? Uśmiechał się? - wszystkie na raz chciały znać szczegóły.
- Dziewczyny, pytacie o to samo od półtorej godziny.
- Jak to? To już ci się nie podoba? - pytała Jessie.
- Jess, znam go tylko ze szkoły. Widziałam go tylko parę razy na kortach, tyle.
- Dobra, dziewczyny, zmywamy się. - Betsy bezproblemowo odgadła jej zmęczenie. - Joy nawet nie miała okazji porządnie odpocząć. Zobaczymy się w szkole, tak?
Nareszcie była sama. Dopiero teraz zauważyła jak bardzo ostatnio była zestresowana. Sielankę przerwał ogłuszający odgłos ruszającego motoru. Z irytacją wybiegła przed dom i nie zdziwiła się kogo tam zobaczyła.
- Długo jeszcze mam tak na ciebie czekać?
- Chuck, co ty tu robisz?! - Jej cierpliwość była na granicy.
- No, wskakuj mała, nie zgrywaj niedostępnej.
- Spieprzaj stąd! Nie umawiałam się z tobą i nie zamierzam. - Skończywszy zdanie skierowała się w stronę domu. Chwilę później usłyszała pisk opon.
- Joy, musimy porozmawiać. - Tym razem to była mama. Widać było, że ma złe wieści.
- Co się stało?
- Dzwonił dyrektor Harvey. Niestety mistrzostwo juniorek nie wystarczy ci do twojego college'u, brakuje ci kilkunastu punktów rekrutacyjnych.
- Jak to?! - W jednym momencie cały jej wysiłek poszedł na marne.
- Jest też dobra wiadomość: nie wszystko stracone. Za dwa tygodnie odbędzie się turniej par mieszanych. Musisz znaleźć partnera.

Rozdział 3


Szła powoli, poboczem drogi, nie zwracając uwagi na otaczający świat. Jej myśli rozpraszała paczka chłopaków idąca w sporej odległości za nią.
 Nagle zza zakrętu wyjechało sportowe auto bez dachu, muzyka ogłuszała ludzi w promieniu co najmniej paru metrów.
Zatrzymało się tuż przy niej, o mało nie zgniatając jej stóp. Poznała kierowcę w otoczeniu dwóch ślicznych dziewczyn.
- Hej, yym... Joy, chcesz sie przejechać? - Był widocznie pijany lecz jego towarzyszki świetnie się bawiły.
- Spadaj Chuck.
- Widzę, że zaczynamy z grubej rury. Lubię cię taką.
- Odwal się ode mnie. - Powiedziała z narastającą irytacją.
- Okej, schowaj pazurki kociaku. - Odparł odjeżdżając.
- Palant. - Mruknęła do siebie. Przez tą sytuację nie zauważyła, że chłopcy znaleźli się tuż za nią.
- Hej Joy, nic ci nie zrobił? - Zapytał Holden. 'Boże, jaki on jest przystojny' - pomyślała i poczuła jak się rumieni.
Faktycznie, z rozmierzwioną fryzurą, w przemoczonym t-shircie i jeansach wyglądał oszałamiająco.
- Ymm, nie, jest okej... - 'Dziewczyno, weź się w garść' - dodała sobie otuchy w myślach.
- Więc.. jestes mistrzynią juniorek? - Widać było po nim zmieszanie.
- Taa... Było ciężko... - Rozmowa się nie kleiła.
- Słuchaj, może spotkamy się gdzieś po szkole? Pogramy w tenisa?
- Holden! Porandkujesz sobie później! - Jego kumple niecierpliwili się.
- Sama widzisz, muszę iść. To jak? W poniedziałek na kortach za szkołą? To do zobaczenia. - I pobiegł za resztą paczki.
Na twarzy Joy mimowolnie pojawił się uśmiech.

Rozdział 2



- Widziałaś? Co za chuda szkapa! Pewnie jak nikt nie widzi siedzi w kiblu i wymiotuje. - Keesh nie lubiła szczupłych dziewczyn, pewnie ze względu na to, że nie była jedną z nich.
 Była latynoską, miała piwne oczy, długie, kręcone włosy i wydatne usta. Krągłości tu i ówdzie uważała za swoją największą wadę. Stale przechodziła na dietę, oczywiście "od jutra".
- Przestań, może jest chora albo coś. - Elizabeth potrafiła znaleźć wytłumaczenie dla każdego. Była jedną z tych osób dla których szklanka zawsze jest do połowy pełna.
Joy przysłuchiwała się jednym uchem ich rozmowie wpatrując się w ognisko i ludzi dookoła. Zdała sobie sprawę, że połowy z tych osób nie zna.
Rozpoznawała wielu chłopców ze szkolnej drużyny tenisowej. Grali w pojedynkę lub w pary ale dyrektor kazał nazywać ich "drużyną".
Wokoło nich kręciły się dziewczyny o lśniących włosach i zgrabnych figurach. Społeczność szkoły dzieliła się na tych grających w tenisa i tych drugich.
Nienawidziła tego podziału, była jedną z niewielu tenisistek, które zadają się z "nie-tenisistkami".
Miała pare koleżanek z kortu, ale większość z nich potrafiła gadać tylko o sporcie, zakupach i facetach. Starała się ogarnąc wzrokiem całokształt.
 Jedni wskakują do wody na główkę, wiele ryzykując,  inni beztrosko przyglądają się im i rozmawiają. 'Nie pasuję tu' - przemknęło jej przez myśl. Jessie wyrwała ją z zamyślenia.
-Joy, ty coś kontaktujesz? Coś ty brała? -  Jess miała ograniczone słownictwo.
- Ej, mała, dobrze się czujesz? - Jak zwykle troskliwa Betsy.
- Jestem zmęczona, idę do domu. Nie wiem w ogóle po co tu przychodziłam.
- Odwieźć cię, mała? - Nie wiedziała czemu Elizabeth mówiła do niej 'mała', ale lubiła to.
- Nie, spacer dobrze mi zrobi. Do poniedziałku. - Powiedziała i ruszyła w drogę.

Rozdział 1


Krople potu lśniły na jej karku w pierwszych podrygach wiosennego słońca. Sportowy strój przylgnął do mokrego ciała. Była tylko ona, kort i piłka.
Właśnie miała wykonać zagrywkę decydującą o stypendium i przyszłej karierze.
Powiał lekki, ciepły wiatr, omywając jej twarz i umysł z niepewności. W głowie dudniła jedna myśl. Ten mecz jest jej.
Podrzuciła piłkę, teraz tylko zamach i.... tak! Przeciwniczce nie udało się odebrać. Wygrała damski finał juniorek! Jej marzenie właśnie się spełnia.
 Wzrok wszystkich na trybunach był zwrócony na nią.  Dyrektor wręczył jej puchar i dyplom, widownia szaleje. W końcu znalazła się na szczycie.
Droga do domu zajęła jak zwykle 20 minut. Zdąrzyła już ochłonąć z emocji, teraz zmęczenie dało się we znaki. Usłyszała dźwięk telefonu.
-No, Joy, gratulacje! - dzwoniła Jess.
-Dzięki, dzięki.
-Wpadniesz nad zatokę dziś wieczorem?
-Nie, raczej nie. Chcę odpocząć.
-Proszę, nie chcę iść sama. Z resztą będzie tam Holden... - Jess doskonale wiedziała jak ją zachęcić. Więcej nie trzeba było prosić.
-Dobra, przyjdę po ciebie około dziewiątej. Ale nic nie obiecuję.