niedziela, 15 lipca 2012
Rozdział 2
- Widziałaś? Co za chuda szkapa! Pewnie jak nikt nie widzi siedzi w kiblu i wymiotuje. - Keesh nie lubiła szczupłych dziewczyn, pewnie ze względu na to, że nie była jedną z nich.
Była latynoską, miała piwne oczy, długie, kręcone włosy i wydatne usta. Krągłości tu i ówdzie uważała za swoją największą wadę. Stale przechodziła na dietę, oczywiście "od jutra".
- Przestań, może jest chora albo coś. - Elizabeth potrafiła znaleźć wytłumaczenie dla każdego. Była jedną z tych osób dla których szklanka zawsze jest do połowy pełna.
Joy przysłuchiwała się jednym uchem ich rozmowie wpatrując się w ognisko i ludzi dookoła. Zdała sobie sprawę, że połowy z tych osób nie zna.
Rozpoznawała wielu chłopców ze szkolnej drużyny tenisowej. Grali w pojedynkę lub w pary ale dyrektor kazał nazywać ich "drużyną".
Wokoło nich kręciły się dziewczyny o lśniących włosach i zgrabnych figurach. Społeczność szkoły dzieliła się na tych grających w tenisa i tych drugich.
Nienawidziła tego podziału, była jedną z niewielu tenisistek, które zadają się z "nie-tenisistkami".
Miała pare koleżanek z kortu, ale większość z nich potrafiła gadać tylko o sporcie, zakupach i facetach. Starała się ogarnąc wzrokiem całokształt.
Jedni wskakują do wody na główkę, wiele ryzykując, inni beztrosko przyglądają się im i rozmawiają. 'Nie pasuję tu' - przemknęło jej przez myśl. Jessie wyrwała ją z zamyślenia.
-Joy, ty coś kontaktujesz? Coś ty brała? - Jess miała ograniczone słownictwo.
- Ej, mała, dobrze się czujesz? - Jak zwykle troskliwa Betsy.
- Jestem zmęczona, idę do domu. Nie wiem w ogóle po co tu przychodziłam.
- Odwieźć cię, mała? - Nie wiedziała czemu Elizabeth mówiła do niej 'mała', ale lubiła to.
- Nie, spacer dobrze mi zrobi. Do poniedziałku. - Powiedziała i ruszyła w drogę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz